Pojechałem z żoną na festyn świętojański zorganizowany przez gosławickie muzeum, przyszło nawet sporo ludzi, dużo dzieci, młodzieży. Młodzież trudna, miejscowa w większości, pijana… ale nie ma się co dziwić – taka dzielnica, takie czasy.
Mniej więcej w połowie imprezy byłem świadkiem sytuacji która do tej pory mnie dręczy. Dziewczynka z wieku ok 9-11 lat w towarzystwie naprutego w 3 dupy wujka, który na siłę chciał ja uszczęśliwić i zafundować przejażdżkę kucykami, fundowanie polegało na przekonywaniu właściciela kucy do darmowej przejażdżki bo kasę zapewne przechlał chwilę wcześniej. Widać było że dziecko jest świadome sytuacji i naprawdę miałem ochotę gościowi wpierdolić, poczekać aż wytrzeźwieje i jeszcze raz wpierdolić. „NA SZCZĘŚCIE” po chwili pojawili się rodzice… niestety w nie lepszym stanie niż wujek. Ojciec jeszcze próbował nieść piwo a matka jakoś się kulała… Śmierdziało patologią. POprawny obywatel chciałby zadzwonić na POlicję, zgłosić to gdzieś, POmóc dziecku…
Pojawił sie dylemat bo wiem jak to nasze państwo potrafi POmóc…. Dziecko trafi do pogotowia opiekuńczego, rozmowa z psychologiem, rodzice na izbę wytrzeźwień, wywiad środowiskowy, sprawdzenie dochodów, sytuacji w szkole i rodzice stracą dziecko a dziecko rodziców… Nie ma tu zadnego przymusowego leczenia, żadnych terapii, które mogłyby pomóc rodzicom z nałogiem, uświadomić co dziecko czuje…. nic. Dziecko do pogotowia opiekuńczego, rodziny zastępczej. A co z rodzicami? Zaczną jeszcze bardziej pić, z rozpaczy.